Matka

Maria Konarowska

Matka

Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się, że przymierzałaś w sklepie bluzkę z dekoltem i koronką ale pomyślałaś, że to za bardzo sexy i jakoś tak już nie wypada? Czy miałaś kiedyś taki dzień, że zachciałaś się ubrać w bardziej sexy bieliznę, nawet to zrobiłaś, ale potem szybko wskoczyłaś w swój stanik do karmienia, bo przecież to „bez sensu”? Cy założyłaś kiedyś sukienkę sprzed porodu i pomyślałaś, że to już nie dla Ciebie? Czy miałaś ochotę na szalony taniec w klubie, ale od razu skurczyłaś się, bo pojawił się jakiś głos, mówiący, „że chyba Ci się w głowie poprzewracało”?

Jeśli tak, to witaj w klubie wypranych przez pokolenia mózgów. Witaj w klubie kobiet, którym gdzieś kiedyś się zasiało, że stając się MATKĄ, przekreślasz jakąś wersję siebie. Że kiedy stajesz się rodzicem, to już Ci pewnych rzeczy nie wypada a wręcz nawet nie wolno… Co „oni”, albo, właściwie, co myśmy dali sobie zrobić?!?

Przecież, MATKA, to nie jest istota, która musi „coś” albo nie może już „czegoś”. Matka, to nie zamknięta w obowiązkach i powinnościach kobieta bez przeszłości i przyszłości. Matka, to nie człowiek o jednej twarzy, wypełniony tylko miłością, tolerancją i nadzwyczajną cierpliwością. To nie tak, że matce tylko wypada TO albo nie wypada TEGO. Matka nie jest zespolona ze swoimi dziećmi niczym syjamskie bliźnięta.
Matka też człowiek. Jak każdy inny. Ma swoje potrzeby. Nie znikają za magiczną granicą „wypieczenia” w brzuchu człowieka.
Raz jest wspaniałomyślna, a raz egocentryczna do bólu. Dzisiaj jest w dresie poczochrana, a kiedy indziej emanuje seksapilem na granicy „przyzwoitości”. W poniedziałek potrzebuje samotności, a już we wtorek chce być w domowym rozgardiaszu i ma siłę i ochotę panować nad chaosem.
Stawanie się MATKĄ, to nie jest jeden moment. Ani zajście w ciąże, ani poród, nie są tą magiczną granicą. Tu nie ma granicy. Matkami stajemy się codziennie w różnych konfiguracjach i wersjach zdarzeń. Z każdym skokiem rozwojowym, kryzysem, nowym ząbkiem, chorobą. Z każdym nowym pytaniem o to „Dlaczego?” „Jak to jest..?” Z każdym niespodziewanym całuskiem w czoło czy rozświetlonym uśmiechem skierowanym prosto w Nasze serca. Tu nie ma granicy, stawanie się nie kończy.
Tak samo jak nie ma końca, tak samo nie ma jednej liniowej wersji bycia MATKĄ, zachowywania się „jak” MATKA, myślenia, czucia, robienia. To wszystko Ty i wszystko jest dozwolone. Bylebyś się z tym dobrze czuła, czuła że robisz zgodnie ze sobą i w prawdzie. Wszystko jest w „normie” bo normę tworzysz Ty, MATKO!

Pamiętaj o tym, za każdym krzywym spojrzeniem pt „ Czemu ona tak pozwala ryczeć swojemu dziecku na ulicy?” „ Czy tak trudno ogarnąć dwulatka, no naprawdę!!” „Poszłaś na paznokcie?!? A kto jest z dzieckiem?!” Itd … Znamy…kłuje czasem takie spojrzenie, lub wypowiedziany na głos, nie proszony komentarz.

To ja Ci teraz mówię MAMO. Nikt nie ma do tego wszystkiego jednej, poprawnej instrukcji. Wszystko zawsze zależy. Od kontekstu, od nastroju, od sytuacji, od momentu w życiu. Niczego nie da się ocenić prawidłowo, przyglądając się temu z zewnątrz. Tylko Ty wiesz jakie puzzle do danej sytuacji będą pasować najlepiej. Wszyscy jesteśmy w trakcie trwania (jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało) jednej wielkiej szkoły bycia i życia. I tylko my wiemy, jak poprowadzone, będzie najlepsze dla Nas i naszych najbliższych.
Także Ty MAMO, nie masz obowiązku być jakaś konkretna. Jedyne co musisz, to być!
Wystarczy, uwierz!

Przeczytaj też: Świetnie sobie radzisz, Mamo!

This will close in 0 seconds