Okresowa aktualizacja rodzinnego systemu

Okresowa aktualizacja rodzinnego systemu

Gdy pełni radości i podniecenia, zaczynamy urządzać się z ukochaną osobą pod jednym dachem, to nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że rozpoczynamy tym samym tworzenie własnego, unikalnego systemu podziału obowiązków domowych.

I u każdego ten proces może przebiegać zupełnie inaczej. W niektórych dziedzinach zdarza nam się bowiem automatycznie powielać wzorce wyniesione z rodzinnego domu, z kolei w innych chcemy świadomie nakreślić nowe jasne zasady, oparte często na marzeniach o tym, jak będzie wyglądał nasz idealny dom.

Ale każdy, nawet najlepszy system, z czasem zostaje poddany próbie.

A w przypadku podziału obowiązków domowych, jedną z pierwszych prób mogącą wytrącić go z równowagi, jest lokalna rewolucja demograficzna, jaką są narodziny dziecka. Wówczas, do istniejącego wachlarza dotychczasowych zadań, dołączają kolejne nowości, o istnieniu których czasem nie zdawaliśmy sobie sprawy i na które nie zawsze jesteśmy przygotowani. Co gorsza, nie towarzyszą im żadne dodatkowe godziny, w których można by je spokojnie wypełnić.

A to tylko początek, bo w kolejnych latach tych punktów zwrotnych będzie jeszcze kilka: rozpoczęcie przedszkola, powrót do pracy po urlopie rodzicielskim, pójście do szkoły, narodziny kolejnego dziecka, wyprowadzka dzieci z domu….

Nie ma co ukrywać, że każda taka rewolucja stanowi w rodzinnej podróży punkt zwrotny i, czy tego chcemy czy nie, po każdej z nich na nowo rozpoczyna się tworzenie kolejnego unikalnego systemu podziału obowiązków domowych. I podobnie jak przed laty, może on powstawać z naszym świadomym udziałem lub automatycznie.

I choć korzystanie z automatycznego pilota na pozór wydaje się prostsze i bezpieczniejsze, to cały szkopuł w tym, że im więcej obowiązków pojawia się na horyzoncie, tym większe ryzyko, że nasze wzorce wyniesione z domu nie będą spójne i zaczną w końcu generować konflikty:

„U mnie w domu tylko mama gotowała obiady i nie widziałem, żeby była niezadowolna…”

„Mój tata zawsze sam sobie wszystko prasował, więc Tobie też korona z głowy nie spadnie…”

„Pierwsze słyszę, żeby tata chodził na wywiadówki…”

„Ale jak to mam wrócić do pracy? Przecież dzieci są jeszcze małe…”

“Czego Ty w ogóle ode mnie chcesz?”

I zanim damy się ponieść emocjom, warto na spokojnie zdać sobie sprawę, że za każdym razem gdy rodzinę dotyka zmiana, to życie zadaje nam pytanie.

Chcecie lecieć na autopilocie opartym na ślepym losie oraz wzorcach sprzed dwudziestu, a może nawet trzydziestu lat?

Czy wolicie wziąć życie Waszej rodziny we własne ręce?

I to od tylko nas zależy, którą bramkę wybierzemy.

Dodaj komentarz

# OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE