
„Dziecko nie kończy podróży. Ono je zmienia”
Marcin, tata 2,5-letniej Emilki, doskonale pamięta moment, w którym razem z żoną dowiedzieli się, że zostaną rodzicami. Mieszkali wtedy w Wielkiej Brytanii i zdecydowali, że pojawienie się dziecka nie będzie dla nich jedyną życiową zmianą. Postanowili wrócić do Polski, żeby być bliżej rodziny i wychowywać tu córkę. Prosto ze szpitala pojechali do swojego nowo wykończonego domu, ale nie przypuszczali, że w ciągu kolejnych dwóch lat ich codzienność będzie toczyć się pomiędzy dwoma krajami, a urlop rodzicielski stanie się lekcją partnerstwa i szkołą podróżowania z małym dzieckiem.
Poznaj lepiej historię Marcina i Emilki:
Gdy po roku pobytu w Polsce skończył się brytyjski urlop macierzyński żony i musiała wrócić do pracy na Wyspach, okazało się, że Marcin może skorzystać w naszym kraju z urlopu rodzicielskiego. Jak jednak pogodzić życie w dwóch miejscach z tak małym dzieckiem? Wiele osób uważa, że pojawienie się niemowlaka to koniec swobodnego przemieszczania się po świecie, jednak Marcin z żoną są przykładem, że nie musi tak być.
Rodzina Marcina ma już za sobą loty do Wielkiej Brytanii, podróż do Włoch oraz wyjazd na ślub znajomych do Grecji. Kluczem okazała zmiana nastawienia i dobra logistyka. Dziecko zajmuje w podróży zazwyczaj od półtorej do dwóch dużych walizek, podczas gdy ojciec musi zadowolić się połową plecaka. Trzeba też zabrać ze sobą sprawdzone jedzenie oraz pieluszki na wypadek nagłych braków w lokalnych sklepach. W samolocie z kolei musisz być gotowy na różne nieprzewidziane sytuacje. „Zmiana ciśnienia potrafi sprawić, że woda z dziecięcego bidonu wystrzeli jak gejzer, mocząc dwa rzędy za tobą, na szczęście współpasażerowie też podróżowali z dziećmi, więc byli wyrozumiali” – mówi Marcin.
Kiedy jednak opanujesz te kilka reguł, wystarczy elastyczność i świadomość, że plany trzeba modyfikować na bieżąco ze względu na potrzeby dziecka, żeby swobodnie podróżować. „Dziecko nie musi oznaczać końca podróżowania czy robienia rzeczy, które robiłeś przed nim. Ono po prostu je zmienia” – podkreśla Marcin.
Trudna sztuka wyznaczania granic
Urlop rodzicielski odblokował w nim też uśpione dotąd pokłady kreatywności. Kiedy czytanie tej samej książeczki po raz trzydziesty zaczęło go nużyć, zaczął tworzyć improwizowane bajki przed snem. Absolutnym hitem stała się opowieść o uwięzionej księżniczce, która miała tysiąc psów i brawurowo ratowała kotka. Ojcostwo zainspirowało go również do udziału w zajęciach kulinarnych. „Zacząłem piec zdrowe muffinki, placuszki i naleśniki, chociaż wcześniej zupełnie tego nie potrafiłem” – przyznaje.
Codzienność to jednak nie tylko beztroska zabawa, ale i nauka zasad. Marcin doskonale pamięta, gdy po dokładnym umyciu podłogi nie pozwolił córce wejść do kuchni. Dziewczynka natychmiast zaczęła testować, gdzie dokładnie przebiega granica zakazu. Siadała tuż na linii progu, kładąc na podłodze tylko jeden paluszek lub wystawiając jedną stopę, by wyczuć reakcję taty. „Najtrudniejsze w tej sytuacji było powstrzymanie uśmiechu, ale też zachowanie żelaznej konsekwencji. Wychowanie to obok czułości również odpowiedzialność i niestety granice trzeba wyznaczać a później się ich trzymać” – mówi Marcin.
Urlop pozwala zrozumieć niewidzialną pracę matki
Dopiero kilkumiesięczna, samodzielna opieka pokazała mu, jak naprawdę wygląda codzienność głównego opiekuna: „Z zewnątrz widzi się tylko efekt: dziecko jest czyste, ubrane, nakarmione, a dom działa. Dopiero zostając z niemowlakiem na całą dobę, można pojąć, ile niewidzialnej pracy za tym wszystkim stoi”. Przekonał się o tym najmocniej, gdy oboje z córką poważnie zachorowali. Żona musiała pójść rano do pracy, on przez trzy noce wstawał co godzinę do płaczącego malucha, samemu resztką sił walcząc z gorączką.
„Kiedy pewnego dnia powiedziałem żonie, że wreszcie to rozumiem i bardzo podziwiam jej siłę, w jej oczach stanęły łzy. Przyznała ze wzruszeniem, że niezwykle potrzebowała usłyszeć to docenienie” – przyznaje ze wzruszeniem, dodając, że takie wyznania pozwalają naprawdę wzmocnić związek.
„Urlop rodzicielski to nie jest przerwa od pracy. Bywa wyczerpujący i pełen nieprzespanych nocy, ale daje wyjątkowe chwile, których nie da się w żaden sposób kupić. Największą wartością są te drobne, niepowtarzalne momenty, takie jak pierwsze wspólne śpiewanie piosenek w samochodzie czy spokojne wieczory, kiedy po prostu w ciszy patrzysz, jak mała zasypia w łóżeczku” – mówi Marcin. Jako ambasador kampanii „Facet na 100 PRO” apeluje do ojców, żeby przechodzili na urlop, bo gdyby w tamtym czasie pracował na pełen etat, tych wspomnień po prostu by w jego życiu nie było. Nie da się ich odtworzyć ani nadrobić.
Zobacz odcinek miniserialu z udziałem Marcina:
Więcej inspirujących historii z urlopu rodzicielskiego na: https://facetna100pro.sharethecare.pl/