Pomoc mężczyzn i kontrola kobiet.

Pomoc mężczyzn i kontrola kobiet.

Dr Katarzyna Suwada, socjolożka, która w ramach badań naukowych zajmuje się kwestiami związanymi z socjologią rodziny, nierównościami genderowymi i społecznymi, a także polityką rodzinną pisze o podziale obowiązków domowych w polskich rodzinach na podstawie swoich badań.

Praca domowa, rozumiana tutaj jako nieodpłatnie wykonywane obowiązki domowe, jest najmniej lubianą formą pracy. Tymczasem badania socjologiczne pokazują, że liczba godzin poświęcanych na obowiązki domowe wyraźnie wzrasta w momencie pojawienia się dziecka. Obecność dziecka w domu generuje dodatkowe obowiązki, związane z przygotowywaniem jedzenia, praniem, sprzątaniem, myciem naczyń itd. Co więcej, wiele z tych obowiązków nie może być przełożonych w czasie na później lub po prostu zignorowanych, jak to się dzieje w przypadków osób bez dzieci.

Podział obowiązków domowych w kontekście społecznym

Podział obowiązków domowych stał się w ostatnich dekadach areną ostrych konfliktów w ramach pary. W XXI wieku w społeczeństwie polskim kobiety aktywnie uczestniczą w rynku pracy i zazwyczaj pracują w pełnym wymiarze godzin. Jednocześnie ciągle są uznawane za osoby, które są głównie odpowiedzialne za wykonywanie prac domowych. Badania przeprowadzone przez Centrum Badań Opinii Publicznej z 2018 roku wyraźnie to pokazują. W ponad 80% gospodarstw domowych to kobieta zazwyczaj zajmuje się praniem i prasowaniem. W ponad 60% domów kobieta jest odpowiedzialna za przygotowanie posiłków oraz sprzątanie[1]. Badania społeczne z różnych krajów, w tym z Polski, pokazują, że tradycyjny podział obowiązków domowych umacnia się w parze wraz z pojawieniem się dziecka. I nawet pary, które są nastawione na równy podział obowiązków w momencie stania się rodzicami, przechodzą w stronę bardziej tradycyjnego podziału. Badania też wyraźnie pokazują, że istnieje duża rozbieżność pomiędzy deklaracjami a codzienną organizacją życia. W badaniach European Value Survey (europejskie badanie wartości) z 2017 roku 95% respondentów w społeczeństwie polskim deklaruje, że dzielenie się obowiązkami domowymi jest ważne dla udanego małżeństwa i związku. Skąd ten rozdźwięk pomiędzy deklaracjami a codziennymi praktykami? W tym artykule postaram się przynajmniej częściowo odpowiedzieć na to pytanie, pokazując jaki stosunek do prac domowych mają ojcowie, a jaki matki w polskim społeczeństwie[2].

Różne postrzeganie obowiązków domowych

Doświadczenia polskich rodziców wyraźnie pokazują, że obowiązki domowe są odmiennie traktowane w przypadku mężczyzn i kobiet. Pomimo zmieniających się ról płciowych i większej świadomości dotyczącej nierówności płciowych w ramach rodziny, zaangażowanie mężczyzn w pracę domową jest często postrzegane zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, jako pomoc. Mężczyźni pomagają swoim partnerkom w wykonywaniu codziennych obowiązków. Pomagają w sprzątaniu, gotowaniu, zmywaniu naczyń. Wielu z nich jest z tego powodu bardzo dumna i uważa się wspaniałego partnera. Tymczasem słowo pomoc niesie za sobą ukryte znaczenie. Używane w kontekście pracy domowej sugeruje, że obowiązki domowe są przede wszystkim obowiązkami kobiety, która musi je wykonywać. Rola mężczyzny sprowadza się natomiast do wsparcia kobiety, co oznacza, że nie są jego obowiązki. Takie traktowanie obowiązków domowych sprawia, że mężczyźni mają więcej możliwości wyboru, jak bardzo chcą się w nie angażować, które obowiązki faktycznie wykonują, a z czego rezygnują.

Świadomość dysproporcji

Moje badania pokazują, że mężczyźni doskonale zdają sobie sprawę z tego, że wykonują mniej prac domowych niż ich partnerki. Można wyróżnić trzy podstawowe wymówki, którymi mężczyźni tłumaczą sobie swoje mniejsze zaangażowanie w wykonywanie obowiązków domowych. Po pierwsze, często odwołują się do tradycyjnych ról płciowych, których słuszność wzmacniana jest przekonaniem, że kobiety mają naturalne predyspozycje do zajmowania się codziennymi obowiązkami domowymi. W przekonaniu takich mężczyzn, kobieta po prostu ugotuje lepszy i bardziej pożywny obiad, dokładniej posprząta mieszkanie, czy sprawniej powiesi pranie. W takim rozumowaniu brakuje refleksji nad tym, czemu faktycznie tak jest. Umiejętność sprawnego wieszania prania nie jest czymś, z czym człowiek się rodzi. Raczej jest nabywana w praktyce, a więc im częściej dana osoba wykonuje daną czynność tym ma w niej większą sprawność. Myślenie w kategoriach naturalnych predyspozycji kobiet do wykonywania obowiązków domowych przyczynia się więc do wzmacniania nierówności w gospodarstwie domowym.

Drugą najczęstszą wymówką mężczyzn dotyczącą mniejszego zaangażowania w prace domowe jest zmęczenie. Badani mężczyźni często zaznaczają, że są zbyt zmęczeni po całym dniu pracy zarobkowej, żeby mieć jeszcze siły na gotowanie obiadu lub sprzątanie. Tymczasem polskie matki równie często pracują zarobkowo w pełnym wymiarze i też mogą odczuwać zmęczenie. Jednak w przypadku kobiet tego typu wymówka pojawia się znacznie rzadziej. Kobiety nie mogą powoływać się na zmęczenie, ponieważ zdają sobie sprawę z tego, że na przykład ich dzieci muszą zjeść obiad, bo inaczej będą głodne. I jeżeli one same tego obiadu nie przygotują, to on się magicznie sam nie pojawi na stole. Mężczyźni mają większy komfort pod tym względem, ponieważ wiedzą, że jak oni czegoś nie zrobią, to ich partnerki na pewno się tym zajmą.

Trzecia wymówka mężczyzn związana jest z opieką nad dziećmi. W parach, w którym przywiązywano większą wagę do równego podziału obowiązków, mężczyźni często mówili, że zajmują się dziećmi, żeby nie musieć wykonywać nużących obowiązków domowych. Wygląda to w ten sposób, że na przykład w sytuacji wymagającej posprzątania mieszkania albo ugotowania obiadu, zabierają oni dzieci na spacer, dając w ten sposób partnerce czas na to, żeby mogła spokojnie sama zająć się obowiązkami domowymi. Dla wielu kobiet faktycznie jest to forma pomocy, ponieważ łatwiej jest posprzątać mieszkanie, jak nie ma w nim dzieci. Jednak z drugiej strony, w przeprowadzanych wywiadach wiele kobiet skarżyło się na to, że przez to, ile czasu muszą poświęcać na pracę zarobkową i obowiązki domowe, nie mają już czasu na to, że pobawić się z dziećmi i spędzić z nimi przyjemnie czas. I dostrzegają, że ich partnerzy mają więcej takiego czasu. W takich sytuacjach widać uprzywilejowaną pozycję mężczyzn, którzy mają większą możliwość wyboru, w jaki sposób chcą uczestniczyć w codziennym życiu rodziny.

Poczucie kontroli

Sposób, w jaki mężczyzna angażuje się w obowiązki domowe, jest związany z rolą kobiety w sferze domowej. Nieodpłatna praca domowa jest często traktowana jako oczywisty obowiązek kobiety, nawet jeśli pracuje ona w pełnym wymiarze godzin. Badania socjologiczne pokazują, że kobiety często wchodzą w role tzw. menedżerek dnia codziennego. Rola ta polega na zarządzaniu codziennym dniem – a więc decydowaniu o tym, kto co i kiedy robi, co przygotować na obiad, kiedy zrobić pranie, kiedy pojechać na zakupy itd. Nawet jeśli mężczyzna bierze dzieci na spacer, to mama często musi podjąć decyzję o tym, jak dziecko ma być ubrane i jakie przekąski ojciec powinien ze sobą wziąć. Moje badania pokazują, że polskie matki bardzo często wchodzą w taką rolę. Mają jednak do niej ambiwalentny stosunek. Z jednej strony, bycie menedżerką dnia codziennego pozwala im zachować kontrolę na życiem rodzinnym. Jest to dla nich komfortowa sytuacja, ponieważ mają wtedy pewność, że wszystkie potrzeby dzieci i całej rodziny zostają zaspokojone, a one dobrze wypełniają swoją rolę matki i żony. Taka strategia nazywana jest w naukach społecznych matczynym stróżowaniem (maternal gatekeeping). Daje ona faktycznie kobietom władzę w rodzinie, bo pozwala na realizację własnych wyobrażeń o zajmowaniu się dziećmi, czy prowadzeniu domu. Z drugiej jednak strony, to matczyne stróżowanie jest też obciążeniem dla kobiety, ponieważ nakłada na nie obowiązek ciągłego planowania tego, co za chwilę ma się wydarzyć, a dodatkowo wprowadza kobiety w stan permanentnej gotowość do reagowania na niezaplanowane sytuacje. To utrudnia im funkcjonowanie w innych obszarach życia, przede wszystkim w sferze pracy zawodowej (bo czy można skupić się na swoich obowiązkach w pracy ciągle myśląc o tym, czy dziecku smakował obiad w przedszkolu i czy nie będzie głodne, jak tata je odbierze?), a także ogranicza wolny czas, w którym kobieta mogłaby odpocząć i zająć się zaspokajaniem swoich własnych potrzeb. Matczyne stróżowanie jest więc bronią obosieczną dla kobiet, bo z jednej strony daje poczucie kontroli i władzy, a z drugiej prowadzi do jeszcze większego obciążenia, w tym także mentalnego, codziennymi obowiązkami. Kobiety więc nie dość, że muszą same robić wiele rzeczy w domu, to jeszcze muszą myśleć o tym, żeby je zrobić.

Skąd rozdźwięk? Wracając do pytania postawionego na początku o to, skąd się bierze rozdźwięk między deklaracjami a codziennymi praktykami, trzeba pamiętać o dwóch sprawach. Po pierwsze, codzienne obowiązki domowe są zazwyczaj uznawane za nudne, żmudne i nigdy nie kończące się. Efekty sprzątania czy gotowania nigdy nie trwają długo. W tym kontekście trudno uznać pracę domową za satysfakcjonującą i wiele osób chciałoby jej uniknąć lub ją ograniczyć. Po drugie, to kto wykonuje te obowiązki domowe jest silnie związane z płcią. W społeczeństwie polskim uznaje się, że to kobiety głównie są za nie odpowiedzialne i to od nich oczekuje się, że będą je realizować. Nie dziwi więc specjalnie fakt, że mężczyźni znajdują różne wymówki, które pozwalają im na unikanie większego zaangażowania w prace domowe. Kobiety natomiast czują dużą presję, żeby się nimi zajmować, niezależnie od innych obowiązków i swoich własnych potrzeb. Jednocześnie różnice w poziomie zaangażowania w obowiązki domowe kobiet i mężczyzn nie mogą być tłumaczone różnicami biologicznymi pomiędzy kobietami i mężczyznami. Kobiece ciała wcale nie są lepiej przystosowane do gotowania lub sprzątania. Kobiety, tak samo jak mężczyźni, uczą się tego w trakcie swojego życia. Źródeł różnic należy więc raczej szukać w kulturowych przekonaniach na temat płci, które z jednej strony mówią nam, co jako kobiety i mężczyźni powinniśmy robić w różnych sytuacjach, a z drugiej strony służą nam do oceniania zachowań innych ludzi. Dopóki więc nie będziemy próbować zmieniać tych przekonań, dopóty obciążenie kobiet i mężczyzn w gospodarstwach domowych będzie się różnić. Pierwszy krok do zmiany wydaje się, że został już zrobiony. Chodzi tutaj o uświadomienie sobie istniejących nierówności płciowych. Za nim powinny iść dalsze kroki na poziomie praktyk. Poprzez zmianę zachowań wyznaczamy nowe wzorce, do których będą odwoływać się kolejne pokolenia. Można więc optymistycznie założyć, że wprowadzając bardziej równościowy podział obowiązków w naszym domu, który widzą nasze dzieci, przyczyniamy się w dłużej perspektywie czasowej do niwelowaniu nierówności płciowych.


[1] Dokładne dane są dostępne tutaj: https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2018/K_127_18.PDF (dostęp 26 kwietnia 2021).

[2] Przedstawiona tutaj analiza opiera się na danych zebranych w projekcie badawczym „Strategie osiągania równowagi w życiu rodzinnym i zawodowym w społeczeństwie polskim na początku XXI wieku. Analiza socjologiczna” finansowanym przez Narodowe Centrum Nauki (nr UMO-2015/19/D/HS6/02338).

Dodaj komentarz

# OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE