Kolejny Etap rodzicielstwa

Maria Konarowska

Kolejny Etap rodzicielstwa

Rodzicielstwo-Etap: POWINNIŚCIE WYCHODZIĆ DLA WŁASNEGO DOBRA !

Może być tak, że poniżej znajdziesz dość żenujące, jak na te czasy,  wyznanie, ale taka jest prawda, w tym momencie w naszej komórce rodzinnej. A prawda nie zawsze jest modna i sexy… 

Zorientowaliśmy się ostatnio z moim partnerem i tatą dwuletniej Gajki, Oktawianem, że istnieje życie po godzinie 19:00 !! 

Rodzice Bąbelków, wiedzieliście?!? 

Zaczęło się od uświadomienia sobie, że niepostrzeżenie staliśmy się rodzicami, którzy kompletnie podporządkowali swój tryb życia dziecku. Wszystko- od planowania drzemek, posiłków, godzin kąpieli, sztywno utrzymywanych dla zachowania jakiejkolwiek jasności umysłu…

Po takim dniu, padaliśmy, ledwo patrząc na siebie koło 21, zupełnie zapominając, że kiedyś o tej godzinie dopiero zaczynaliśmy się szykować do wyjścia, albo mieliśmy jakieś inne przyjemne plany… 

Tak to wszystko się stało nieoczekiwanie, że sami przegapiliśmy ten moment. 

Postanowiliśmy szybko zareagować i posłuchać wszystkich bardziej doświadczonych rodziców, którzy mówili „Wróćcie jak najszybciej do życia” „Wyjdźcie gdzieś razem” „Przecież to nie jest życie” „Zróbcie to dla Waszego wspólnego dobra” 

Faktycznie perspektywa życia od świtu by dotrwać do nocy i paść jak wór kartofli tuż po zmroku, nie wydawała się najfajniejsza. A „presja” przyjaciół wstrzyknęła w nas dodatkowe siły i zadziałaliśmy od razu na grubo!!! Niania ogarnięta, zaproszenia przyjęte i potwierdzone, dres zamieniony w sukienkę i idziemy w tak zwane tango, dwa wieczory pod rząd! Zaszaleliśmy na kolacjach i urodzinach do jakiejś 23-ciej z hakiem, bo nie oszukujmy się, wyszliśmy z wprawy… i o tej 23-ciej byliśmy już lekkimi Zombie.

Po czym czekała nas jakaś 30 minutowa drzemka po powrocie do domu. Do momentu wybudzenia się Gai i niemego uzgadniania kto jest bardziej przytomny i będzie ją nosił po domu, aż uśnie znowu i tak się dokołyszemy do 4 czy 5 rano. Zaczniemy układać klocki, pić mleczko i czekać na wschód słońca… 

System wyjścia plus nocne atrakcje parentingowe (warto wspomnieć, że to jest moment, w którym Nasza córeczka co noc wybudza się milion razy i każe się nosić po domu, a od 4/5 ej już nie chce spać zupełnie) tak nas wypruły w jeden weekend, że w poniedziałek ledwo wypowiadaliśmy spółgłoski…

Wnioski: Postanowiliśmy kolejny weekend spędzić jak na grzecznych rodziców przystało. 

Przywaleni pluszakami, oglądając bajki, a wieczorem bez skrępowania i większych wyrzutów sumienia, że coś nas omija, po prostu pójść spać! Taki etap. Stanęliśmy w prawdzie, Naszej prawdzie! 

No my zwyczajnie nie dajemy rady nie spać i hulać po nocy, jesteśmy już innymi ludźmi, ludźmi bez takich zasobów energii, żeby i korzystać z weekendowych nocy i ogarniać Gajkę po powrocie. Mało sexy? Może… Ale żadne to w naszym poczuciu korzystanie z życia, a już na pewno nie mamy wrażenia, że to dla naszego dobra.

Chcemy wykorzystać każdą minutę na odpoczynek!!! I to jest na teraz, podkreślam: na teraz OK. 

Wyszliśmy sprawdziliśmy, że jest życie po zmroku i wiemy, że to nie dla Nas. To nie ten czas, nie ten moment. #Parentsfirst i „powrót do życia” to będzie, póki co, w naszym wykonaniu, jednak spa i strefa ciszy, niż wieczorne harce po stolicy. 

Jestem totalnie za spędzaniem czasu we dwójkę, organizowaniem randek i „wolnego” od dziecka…ale jak dobrze zdjąć z siebie tę presję, że coś powinniśmy, że powiniśmy zapomnieć o zmęczeniu i zmusić się na tańce, bo życie nam ucieknie i w ogóle znikniemy… 

Tak samo jak nie zauważyliśmy, że życie nam się, mówiąc delikatnie wyciszyło, tak samo na ślepo wpadliśmy w pułapkę chwytania tego życia, co to trzeba do niego „wrócić”. 

Więc zrobimy to po swojemu. Akceptując etap, w którym jesteśmy, ciesząc się nim na maksa i wykorzystując go do bólu, a jak trochę nabierzemy sił i chęci, to będziemy sobie robić różne outdoorowe przyjemności 

 Ale NIC na siłę, to na pewno!

Także rodzice małych, nie śpiących dzieci, jeśli jesteście w miejscu wyrzutów do siebie, że powinniście ogarnąć jakoś życie towarzyskie, bo „reszta” daje radę. Albo jak tęsknicie za „dawnym” życiem, to może zdejmę z Was ten kamień opisując nasze doświadczenie i zrozumiecie, że wersja old life po prostu nie wróci i że możecie sobie zwyczajnie powolutku wypracować swoją własną wersje #parentsfirst. Lub po prostu na luzie zostać w domu, cieszyć się takim etapem rodzicielskiego życia i przyjąć, że w tym momencie to właśnie jest praktyką #parentsfirst. 

A do życia „wracać” nie trzeba, bo nigdzie z niego nie wyszliście.

Dosłownie i w przenośni 

Przeczytaj też inne felietony Marii Konarowskiej: „A gdzie dziecko?” i „Rodzicielstwo, work in progress”

Dodaj komentarz