Jak wysłać dziecko do przedszkola i… nie zwariować?

przedszkole

Jak wysłać dziecko do przedszkola i… nie zwariować?

Zapewniam: da się! Ale zazwyczaj nie jest to łatwe ani dla rodzica, ani dla dziecka. Dlatego trzeba uzbroić się w cierpliwość i zaufać: dziecku, personelowi placówki i… sobie!

Oczywiście są takie dzieci, jak syn moich znajomych, który podczas pierwszego dnia w żłobku na widok koparki-zabawki, leżącej daleko, daleko w sali, powiedział tylko „pa,pa” i pobiegł do środka, bez oglądania się na zaskoczoną mamę.

To jednak raczej wyjątki. Regułą jest, niestety, płacz, trudne rozstania, czasami krzyki w szatni i zasmarkane od rozpaczy nosy (i dzieci, i rodziców). Jak to przetrwać?

Każde dziecko jest inne. Każda placówka jest inna 

Ważne: niniejsze abecadło nie będzie receptą na bezstresową adaptację. Bo takowa chyba nie istnieje.

Nie jest też nawet uniwersalnym poradnikiem. Bo każde dziecko jest inne i każda placówka jest inna. Napiszę Wam jednak, co u nas się sprawdziło i co nam pozwoliło przejść adaptację w miarę łagodnie.

A jak akceptacja faktu, że nasza córka musi iść do żłobka. Nie mieliśmy innej opcji, więc po przestaliśmy się zamartwiać, czy to dobra decyzja, czy nie krzywdzimy tym młodej, czy nie ma innego rozwiązania.

B jak bardzo dokładne spełnianie zasad procesu adaptacji. Pamiętaj: placówka i jej pracownicy mają doświadczenie w tej kwestii i jeśli mówią, że masz przez tydzień być z dzieckiem przez godzinę w sali, to bądź. Spełniaj założenia dokładnie.

C jak czas. Po pierwsze znajdź go, bo adaptacja na pewno nadszarpnie twoja pulę godzin na pracę. A po drugie daj go sobie i dziecku. Nie pospieszaj, nie licz i nie idź na skróty. Jeśli zapewnisz sobie czas, oszczędzisz sobie wielu stresów.

D jak dziecko – ono jest tu najważniejsze. Dla niego rozstanie z rodzicem na kilka godzin będzie na początku niezwykle trudne. Ale – jeśli wszystko pójdzie dobrze – z czasem będzie nieco lżej… Słuchaj uwag opiekunów żłobkowych/przedszkolnych, ewentualnie psychologa (jeśli taki w placówce jest). Ich podpowiedzi mogą być bezcenne. 

D jak dotrzymuj słowa – jeśli obiecujesz dziecku, że będziesz przed drzemką, po podwieczorku (czy podajesz jakikolwiek inny czas), dotrzymaj słowa! ZAWSZE!

N jak nie porównuj swojego dziecka do innych. To trudne, ale nie oczekuj, że będzie jadło jak inne, spało jak inne, płakało tak mało jak inne czy odnajdzie się w żłobku tak szybko jak inne. Twoje dziecko jest jedyne w swoim rodzaju i przejdzie adaptację po swojemu. Daj mu czas.

P jak personel – poznaj opiekunów swojego dziecka. Uczciwie wypełnij ankietę na jego temat. Nie zatajaj ważnych rzeczy, opisz zachowania. Pytaj o wszystko, co ciebie ciekawi! To ci ludzie będą opiekować się twoim największym skarbem. Słuchaj ich. I pamiętaj: dziecko w żłobku może być inne niż w domu. 

S jak systematyczność – Twoje dziecko na pewno będzie na początku płakało, namawiało cię do pozostania w domu. Musisz wykazać się silną wolą i (poza np. chorobą) zawsze odprowadzać je do żłobka. Systematyczność jest kluczowa. Jeśli przerwiesz nagle adaptację, tak naprawdę będziesz ją zaczynał od początku. 

Z jak zaufanie. Zaufaj sobie. Jeśli czujesz, że naprawdę jest coś nie tak, skonsultuj swoją sytuację z psychologiem. Zaufaj dziecku! Pozwól mu zmierzyć się z nową sytuacją. Oczywiście w miarę jego możliwości. Zdziwisz się, jak szybko oswoi się z sytuacją i nabierze nowych umiejętności. Zaufaj personelowi. Oni opiekują się dziećmi od lat. Wiedzą, co robią. Po prostu.

Małe rzeczy, które mają znaczenie! 

Co nam pomogło w adaptacji? 

Okazało się, że córka może zabierać do żłobka ukochaną maskotkę. To pomogło jej w pierwszych tygodniach adaptacji i w nauce samodzielnego zasypiania podczas drzemki.

Nasze nerwy ukoiła rodzicielsko-żłobkowa grupa na Facebooku, gdzie ciocie wrzucają niemal codziennie zdjęcia maluchów z zajęć i spacerów.

Wprowadziliśmy też nową zabawę. Nauczyliśmy się imion koleżanek i kolegów z grupy naszej córki, a potem wiele razy bawiliśmy się w żłobek: karmienie, zabawy, drzemki. W zabawie były też ciocie (używaliśmy imion pań opiekunek). W ten sposób oswoiliśmy córkę z niemal każdym aspektem pobytu w placówce i po dwóch tygodniach… zaczęła się domagać wizyt w żłobku.  

Od tamtej pory chodzi tam bez smutku i strachu, a czasami nawet z radością!

Przeczytaj też inne porady doświadczonego taty: Podział obowiązków w opiece nad dzieckiem, Zostałeś tatą, weź urlop rodzicielski oraz artykuł pedagog przedszkolnej Do przedszkola chcę iść z tatą

Dodaj komentarz