Sposoby na nudne wózkowanie

wózkowanie

Sposoby na nudne wózkowanie

Cykl: rady i porady od doświadczonej, ale bynajmniej niezbyt zaradnej mamy

Moje najmłodsze z całej trójki dziecko ma 12 lat, w związku z czym etap wózkowania czyli włóczenia się po okolicy z małym dzieckiem w wózku mam już dawno za sobą. Ale, że mam młodszą o 13 lat siostrę, to postanowiłam wystartować na najlepszą siostrę roku. Z nieukrywaną satysfakcją (A jakże! Jaka jestem dobroduszna!) oznajmiłam siostrze i szwagrowi, że daję im wolne i po pracy udałam się do nich aby zająć się roczną Tosią.

Pierwsze wyzwanie – co robić do godziny 19:30, kiedy można już rozpocząć rytuał przygotowania do snu? Wzięłam ze sobą moją najmłodszą córkę Olę. Z jednej strony Ola ma możliwość przebywać ze zdrowym dzieckiem (dla dzieci niepełnosprawnych, szczególnie starszych można nawet to nazwać „rehabilitacją”). Z drugiej strony ja mam jakieś towarzystwo dla siebie.  Z trzeciej „opieka nad dzieckiem” liczy mi się podwójnie – opiekuję się zarówno małą Tosią (co by tu nie mówić powstaje dług wdzięczności ze strony siostry i szwagra) oraz Olą (tutaj zapisuje się po stronie „ma” dług mojego męża). Trzy pieczenie na jednym ogniu – taka cwana ze mnie lisica!

Wracając do „zabijania” czasu do kąpieli wieczornej podejmuję dość oczywistą decyzję – spacer! 

Mała Tosia się zmęczy i szybciej uśnie, a Ola obejrzy na placu zabaw jeszcze więcej zdrowych dzieci. Pakuję wszystko do wózka, zamykam dom, schodzę po schodach (brak windy!), pakuję wózek i Tosię i jesteśmy gotowe na wyjazd. Tylko gdzie jechać?

I tutaj ciało przypomina mi moje dawne uczucie, jakie towarzyszyło mi, kiedy chodziłam na spacery ze swoimi dziećmi. Przed Tobą długi spacer.  I to kolejny – dokładnie taki sam jak wczoraj i przedwczoraj i tydzień temu – co robić, aby się w miarę dobrze bawić? I nie nudzić się tak miłosiernie?

Specjalnie dla Was drodzy czytelnicy dzielę się kilkoma moimi sposobami na wózkowanie.

  1. Strategia „na lenia” 

Znaleźć ławkę rzucić się na nią i czytając książkę, gazetę lub coś w telefonie przebimbać 2h na niej i potem wrócić do domu. Bardzo dobre i przyznam jedna z moich ulubionych strategii, ale odpada, kiedy w wózku masz roczne dziecko, które nie ma ochoty stać w miejscu. Poza tym nawet jeśli przeszłoby to z Tosią (i Olą!) to i tak marnie bym wypadła w oczach siostry – zamiast pokazać Tosi świat, edukować i stymulować, dziewczyna siedzi i patrzy się przed siebie, tudzież wcina chrupki. No słabe – z takim czymś nie wygram konkursu na najlepszą siostrę na świecie na pewno!

  1. Strategia „na praktyczną Zosię Samosię, tudzież Matkę Polkę”

2h to wspaniały czas na załatwienie wszystkich sprawunków i połączenie pożytecznego (spacer z dzieckiem) z pożytecznym (zakupy i sprawunki). Od tego zaczęłam z Tosią – pojechałam do piekarni i kupiłam chleb, potem wędliny, a potem delikatesy po pozostałe rzeczy. Wszystko siup pakuję pod wózek. Jak przyjemnie się robi zakupy z wózkiem! Nie dźwigasz, spokojnie wszystko objeżdżasz. Kupujesz wszystkie składniki, bo nie robi ci różnicy, że musisz wejść do trzech różnych punktów, a czas sobie leci. Już zapomniałam, że tak można – bez wózka robienie zakupów to straszna uciążliwość. Jak obecnie wchodzę do sklepu to czasami dosłownie chce mi się wyć. Z tego powodu w moim domu lodówka świeci często pustką. Gdyby nie dzielny mąż moglibyśmy umrzeć z głodu.

No, ale i ta strategia chociaż praktyczna, nie jest stymulująca dla dziecka i w pewnym sensie pomija go w tym całym procesie…

  1. Strategia „na ambitną edukatorkę-stymulatorkę wszystkich zmysłów dziecka”

To strategia tylko dla ambitnych i wytrwałych. Można by powiedzieć – również i ludzi inteligentnych z ciekawością podchodzących do świata. A już przynajmniej takich, co uważali w szkole. W tej strategii skupiamy się na pokazywaniu dziecku świata – o tutaj motylek, a tam biedronka. Jak wyczerpiemy już faunę i florę przechodzimy do wiedzy bardziej skomplikowanej – architektura osiedla, zjawiska fizyczne i tym podobne rzeczy – kto tego nie nauczył się w szkole, musi sobie przed spacerem trochę wiedzy przyswoić. Ta strategia więc jest dość czasochłonna, jeśli cechuje ciebie uczciwość poznawacza i nie chcesz dziecku wciskać bzdur. No i nie zadziała na dzieci ruchliwe i słabo skupiające uwagę lub jeśli nie umiesz w ciekawy sposób opowiadać o świecie. W moim przypadku odpada – nie znoszę monologów!

  1. Strategia „postaw na siebie”

Idziemy na spacer w celu wykorzystania czasu na rozwój siebie – słuchamy audiobooka lub jeszcze lepiej podcastu (najlepiej zawodowego – przy okazji nie odlatujemy za daleko od świata ludzi dorosłych). Można też słuchać czytanych przez automat artykułów z różnych gazet. Strategia fajna, ale na każdy dzień jakoś mało skuteczna – robi się monotonna, a poza tym nie mamy gdzie zderzyć tego, co wysłuchaliśmy i dowiedzieliśmy się. Z nikim o tym nie pogadasz, nie podyskutujesz i nie pokłócisz się. Na dłużej nie sprawdza się.

  1. Strategia „wałęsanie się bez sensu i celu”

To moja ulubiona metoda wózkowania – zdecydowanie najciekawsza i bardzo wciągająca. Niestety też i wymagająca. Polega na tym, alby wyjść z domu bez planu – nie wiesz gdzie idziesz, ani gdzie, a tym bardziej kiedy wrócisz. Porzucasz planowanie – czasu, jedzenia, jakichkolwiek aktywności. Idziesz przed siebie, niesie Ciebie ciekawość wszystkiego i niczego. Zatracasz się. Gubisz poczucie czasu, przenosisz się do innej czasoprzestrzeni. Jest wtedy naprawdę odlotowo! I nie – nie korzystasz z żadnych wspomagaczy – to chyba oczywiste, jesteś przecież z dzieckiem! O dziwo dziecko też się świetnie bawi, bo do tego nowego świata przenosi się razem z Tobą. Odkrywacie go razem – bo i Ty i Twoje dziecko robicie to pierwszy raz. Nie ważne, że byłaś/eś na tej ulicy – widzisz ją pierwszy raz. Nauczyłam się tego od mojej koleżanki, która jak urodziła bliźniaki mieszkała ze swoimi teściami. Nie bardzo odpowiadało jej ich towarzystwo więc pakowała dzieci i wózek i ruszała w świat na cały dzień. Boskie uczycie – bardzo Wam polecam! Jak wspomniałam strategia wysoce wymagająca, bo musisz wyćwiczyć w sobie otwartość na wszystko i nic, na znane i nieznane. I najważniejsze porzucić kontrolę i najlepiej komórkę zostawić w domu, bo ta niestety potrafi być łańcuchem spinającym Ciebie z tym, od czego chcesz się oderwać.

Pewnie pomyślicie – Boże, co ona się tak nudzi z tym dziećmi? I zdecydowała się na trójkę? Nie będę tutaj wypisywać wszystkiego, co przychodzi mi do głowy, co moglibyście sobie pomyśleć.

Pozdrawiam wszystkich, których nudzą spacery! 

A jeśli czujecie czasami poczucie winy, że odczuwacie nudę odsyłam do artykułu Karoliny Lewestam w magazynie Pismo o nudzie codziennych aktywności – dostaniecie rozgrzeszenie!

Przeczytaj też felieton Mari Konarowskiej : „Wakacje z dzieckiem”

This will close in 0 seconds