
„Nie będę powtarzał tego, co się utarło. Da się inaczej!”
Damian Pastuszak jest tatą trzyletniego Franka i rocznej Zosi. Mieszka z rodziną w niewielkiej miejscowości na Podlasiu, gdzie decyzja o dzieleniu urlopu rodzicielskiego między ojca i matkę jest nadal dla wielu ludzi dużym zaskoczeniem. Gdy jego żona, która jest lekarką weterynarii, wróciła do pracy przy zwierzętach gospodarskich kilka miesięcy po porodzie, klienci pytali przede wszystkim o to, z kim zostało dziecko. Odpowiedź, że z tatą, często wywoływała niedowierzanie.
Poznaj lepiej historię Damiana, Franka i Zosi:
„Byliśmy lokalną ciekawostką. Ludzie pytali: Jakim cudem ojciec zostaje w domu z półrocznym dzieckiem?. Słyszeliśmy nawet: Chyba wam odbiło”. Jedna z klientek zapytała jego żonę, kiedy wieczorem przyjechała na wizytę do ich zwierząt, z autentyczną troską w głosie: „Pani tutaj, dzieci w domu… A jak tam mąż, potrafi sobie chociaż coś z lodówki wziąć na kolację?”. Dziś Damian ma za sobą już dwa urlopy rodzicielskie, co pozwoliło mu oswoić ludzi wokół z widokiem ojca z małym dzieckiem. Zamiast powielać tradycyjny podział ról, z żoną dokładnie policzyli przysługujący im czas i ułożyli plan, dzięki któremu każde z nich mogło spędzić z dzieckiem aż osiem miesięcy płatnego urlopu. Ich dzieci trafiały więc do żłobka w wieku 16 miesięcy zamiast 12, jak w większości przypadków. Dzięki temu były o wiele lepiej rozwinięte i samodzielne. „W Polsce utarło się przekonanie, że urlop na dziecko trwa rok. My od początku chcieliśmy podzielić się opieką równo pół na pół. Kiedy wszystko dokładnie skalkulowaliśmy – łącząc podstawowy urlop, dodatkowe 9 tygodni dla ojca z unijnej dyrektywy, 2 tygodnie urlopu ojcowskiego oraz nasze urlopy wypoczynkowe – okazało się, że każde z nas może być z dzieckiem w domu przez równe 8 miesięcy. Co najważniejsze, to czas w pełni płatny, bez konieczności przechodzenia na bezpłatny urlop wychowawczy” – podkreśla.
I chociaż obecnie dla Damiana ugotowanie posiłku, zrobienie prania i zajmowanie się domem to po prostu normalność, przyznaje, że zanim sam został z dzieckiem, wydawało mu się, że opieka jest znacznie łatwiejsza niż w rzeczywistości: „Myślałem, że przecież to nie problem zrobić obiad, pójść na spacer czy do sklepu. Potem sam zostałem z dzieckiem i zrozumiałem, że to tak naprawdę prowadzenie działalności gospodarczej, tylko bez posiadania działalności gospodarczej”. Tysiące drobnych decyzji każdego dnia sprawiły, że zmienił nie tylko podejście do obowiązków domowych, ale także do samego ojcostwa. „Prawdziwy mężczyzna powinien powiedzieć sobie: łamię stereotypy. Nie będę powtarzał tego, co przez lata się utarło. Pokażę, że da się inaczej.”
Przecieranie szlaków
Damian i jego żona łączą więc wychowanie z rodzicielskim aktywizmem, wierząc, że pary posiadające dzieci mogą wspierać się nawzajem. Z sukcesem wdrożyli metodę KPI (karmienie piersią inaczej, za pomocą laktatora), dzięki czemu Damian mógł swobodnie karmić córkę, a nadwyżki kobiecego mleka żona oddawała do Banku Mleka Kobiecego w Białymstoku, pomagając tym samym wcześniakom. Wsparcie w tych trudnych organizacyjnie momentach znaleźli nie tylko u starszego pokolenia, ale również w internetowych grupach, gdzie obecnie sami dzielą się doświadczeniami z innymi.
Damian założył także satyryczny profil na Instagramie – @testosteronnamacierzynskim, żeby rozprawić się z mitami związanymi z urlopem rodzicielskim wśród mężczyzn. Pewnego dnia, po załatwieniu z samego rana wizyty u lekarza, odwiezieniu syna do żłobka i zrobieniu zakupów, usiadł w południe w galerii z zamówionym kebabem. Postanowił utrzeć nosa kolegom siedzącym w biurach i pokazać im, że w środku dnia ma chwilę dla siebie. Oni podłapali żart i namówili go do stworzenia profilu. Z przymrużeniem oka pokazuje na nim, że spędzenie czasu z dzieckiem może być świetną przygodą, ale ma w tym głębszy cel: „Jeżeli choć jedna osoba dzięki temu pomyśli: Przecież ja też mógłbym, to już będzie ogromny sukces.”
Najpiękniejsza część życia
A jaka była najpiękniejsza chwila urlopu rodzicielskiego dla Damiana? To nic spektakularnego. Zwyczajny dzień. Dużo stresu związanego z budową domu a do tego spacer, który zakończył się nieplanowaną pieluchową wpadką. Gdy wieczorem przyszła burza, a zaraz po niej na niebie pojawiła się piękna tęcza, usiadł z dziećmi na balkonie. „Wtuliły się we mnie i razem patrzyliśmy na tęczę. Wtedy pomyślałem, że bez nich nigdy w życiu nie odczuwałbym takich emocji.”
Dlatego na pytanie o to, czy warto skorzystać z urlopu, ambasador akcji „Facet na 100 PRO” ma jedną odpowiedź: „Panowie, nie bójcie się. Bierzcie urlopy rodzicielskie. To jest najpiękniejsza część waszego życia”.
Zobacz odcinek miniserialu z udziałem Damiana:
Więcej inspirujących historii z urlopu rodzicielskiego na: https://facetna100pro.sharethecare.pl/