„Chcę, żeby nasz syn żył z nami, a nie obok”

Facet na 100 Pro

„Chcę, żeby nasz syn żył z nami, a nie obok”

Leopold, nazwany Leo, jest tatą dziesięciomiesięcznego Maksymiliana. Decyzja o przejściu na urlop rodzicielski zapadła szybciej, niż planował, bo jego żona musiała wcześniej wrócić do pracy, żeby nie stracić klientek. Wedy Leopold przejął stery w domu. Dziś na własnym przykładzie udowadnia, że opieka nad dzieckiem to praca zespołowa, a kluczem do sukcesu w ich małżeńskim duecie jest perfekcyjna organizacja i codzienne, partnerskie wsparcie.

Poznaj lepiej historię Leopolda i Maksymiliana:

Początki urlopu były dla Leopolda skokiem na głęboką wodę. Musiał pogodzić przekazanie obowiązków w dwóch dotychczasowych pracach – na co dzień jest przedstawicielem handlowym oraz instruktorem nauki jazdy – z wejściem w zupełnie nową rolę. Jak sam przyznaje, był w szoku, gdy 12 stycznia został po raz pierwszy został w domu z Maksiem.  Kiedy został z niemowlakiem sam w pełni uświadomił sobie, z czym jego żona mierzyła się przez pierwsze miesiące. Nauczyło go to ogromnej cierpliwości i zrozumiał, że nie na wszystko istnieje natychmiastowe rozwiązanie. Czasami trzeba po prostu być obok i przeczekać trudniejszy moment.

Nie obyło się też bez przygód. Trzeciego dnia urlopu, próbując w biegu ugotować obiad, wylał na siebie garnek z wrzątkiem. Sytuacja wyglądała groźnie – poparzył nogę i rękę. Skończyło się wizytą na SOR-ze, ale, jak sam mówi, „przynajmniej będę mógł Maksowi opowiadać, że tata walczył ze smokami, chciał go bronić od ognia i taką ma pamiątkę”.

Kalendarz, który ratuje życie

Dziadkowie nie mogą na co dzień pomagać w opiece tak bardzo, jak by chcieli. Rodzice Leopolda wciąż pracują, a mama jego żony mieszka kilkadziesiąt kilometrów od Białegostoku. Muszą więc radzić sobie samodzielnie. Od początku wiedzieli, że mogą liczyć przede wszystkim na siebie.

Podstawą ich funkcjonowania stał się wspólny kalendarz. Zapisują w nim absolutnie wszystko – od terminów szczepień, przez wizyty lekarskie, aż po codzienne, drobne obowiązki. Przy małym dziecku z głowy potrafi wylecieć dosłownie wszystko. Drugim filarem ich codzienności jest nieustanna komunikacja. Każdego dnia rano dokładnie ustalają, kto o której kończy pracę, kto i kiedy odbierze dziecko oraz kto ugotuje obiad. Urlop szybko uczynił z Leopolda prawdziwego mistrza logistyki – zrozumiał, że pół godziny opóźnienia potrafi wywrócić do góry nogami cały misternie utkany plan dnia.

Tak zgrany duet i sprawiedliwy, partnerski podział obowiązków budzi podziw, ale w otoczeniu Leo, zwłaszcza wśród przedstawicieli starszego pokolenia, decyzja o pozostaniu ojca z dzieckiem w domu budziła niemałe zdziwienie. Czasem prowokowała nawet uszczypliwe komentarze, jak„facet do roboty ma iść, a nie siedzieć”. On jednak doskonale wie, że w tym momencie jego najważniejszym zadaniem jest towarzyszenie Maksiowi w rozwoju.

Zamiast sprzątać, pobaw się z dzieckiem

Leopolda wprowadził też piękną zasadę w swoim domu. Kiedy żona, która często pracuje do późna, wraca zmęczona, może skupić się wyłącznie na budowaniu relacji z synem. Za to on bierze na siebie obowiązki domowe – gotuje, sprząta czy wyprowadza psa. „Staram się to wszystko ogarnąć, żeby ona mogła jak najwięcej czasu spędzić z małym. Nieraz wręcz krzyczę na nią, że miała się z Maksiem bawić, a nie to wszystko sprzątać” – przyznaje.

Czas spędzony razem na zabawie i budowaniu bliskości jest tak ważny dla Leopolda, bo to unikalna szansa na powrót do własnego dzieciństwa. Z nostalgią obserwuje, jak Maks potrafi zafascynować się wyłącznikiem do światła, a jego najwspanialszą zabawką w łazience wciąż pozostaje… rolka papieru toaletowego. Dzieci wcale nie potrzebują skomplikowanych, drogich gadżetów. Leo wyznaje zasadę, by po prostu zapraszać syna do swojej dorosłej codzienności: pozwala mu towarzyszyć sobie podczas gotowania, odkurzania czy porannego szykowania się do wyjścia. „Nie chcemy, żeby on tylko patrzył, jak my żyjemy. Chcemy, żeby z nami żył” – podkreśla.

Jak przystało na ambasadora kampanii „Facet na 100 PRO” Leopold nie ma wątpliwości, że gdyby nie zdecydował się na urlop rodzicielski, ominęłoby go coś całkowicie bezcennego. Zyskał morze cierpliwości, nauczył się świetnej organizacji, docenił tytaniczną pracę swojej partnerki, a przede wszystkim zbudował z Maksiem bliską relację, która zostanie z nimi na całe życie. „Za rok wakacje już nie będą takie same. Za dwa lata też nie. Ten czas po prostu nie wraca” – mówi. Nie trzeba być we wszystkim perfekcyjnym – wystarczy prosić o pomoc, słuchać siebie nawzajem i działać ramię w ramię. Razem z żoną wiedzą, że posiadanie dziecka to najwspanialsza gra zespołowa.

Zobacz odcinek miniserialu z udziałem Leopolda:


Więcej inspirujących historii z urlopu rodzicielskiego na: https://facetna100pro.sharethecare.pl/

This will close in 0 seconds